Mofeta Tylicz
W lesie niedaleko Tylicza, na zboczu wzgórza Szalone, bulgocze coś, co wygląda jak sceneria z filmu science fiction. Jedenaście betonowych kręgów wypełnionych wodą, z których wydobywa się dwutlenek węgla prosto z wnętrza ziemi. To mofeta – największa tego typu w Karpatach, a jej historia jest równie fascynująca jak samo zjawisko.
Mofeta to naturalne ujście CO2 z głębokich warstw geologicznych. W Tyliczu gaz miesza się z wodą, tworząc bulgoczące źródełka mineralne, każde o innym smaku. Stężenie dwutlenku węgla sięga tu 95%, co czyni to miejsce wyjątkowym nie tylko w skali regionu.
- największa mofeta w Karpatach
- unikalne bulgoczące źródełka mineralne
- historia badań nad algami
- różnorodność smaków wody
- piękne otoczenie przyrody
Tajemnicza historia z czasów PRL-u
Betonowe kręgi, które dziś otaczają mofetę, to nie dzieło natury – powstały w latach 60. XX wieku. Oficjalnie miały służyć hodowli alg na paszę dla zwierząt. Nieoficjalnie? Prowadzono tu badania nad skondensowanym pokarmem dla radzieckich kosmonautów.
Naukowcy zauważyli, że algi słodkowodne doskonale rozwijają się w środowisku bogatym w dwutlenek węgla. Cały stok zabudowano małymi betonowymi basenami, do których tłoczono wodę i naturalny CO2 z mofety. Powstał tajny ośrodek badawczy działający pod przykrywką rolniczego zakładu produkcji pasz.
Wysuszoną biomasę glonów z tylickiej mofety poddano analizom i stwierdzono w niej wysoką zawartość białka. Na międzynarodowej konferencji w Krakowie w marcu 1966 roku uczestnicy mogli spróbować kanapek ze świeżymi algami – podobno chętnie je kosztowali.
Pozostała legenda o „zupie Tiereszkowej” – tak miejscowi nazywali bulgoczącą wodę zmieszaną z ochrą i błotem. Do dziś w okolicy mofety można znaleźć pozostałości betonowych tarasów, w których hodowano algi. To namacalny ślad podziemnej historii tego miejsca.
Co to właściwie jest mofeta
Samo zjawisko znane było już w XVI wieku. Wydobywająca się wraz z gazem ochra – zwietrzelina skał bogata w związki żelaza – była używana jako naturalny pigment w pobliskich hamerniach. Dwutlenek węgla uwalnia się tu w temperaturze poniżej 100°C, bez większej ilości pary wodnej, co klasyfikuje to zjawisko jako chłodny wyziew wulkaniczny.
W Tyliczu mofeta przybiera szczególną formę. Jedenaście połączonych ze sobą kręgów, każdy o metrowej średnicy i głębokości, tworzy system około 50 bulgotek i dychawek. Bulgotki to miejsca, gdzie gaz wydobywa się przez wodę tworząc bąbelki. Dychawki to suche wyziewy.
Smak wody mineralnej z każdego z jedenastu kręgów jest inny – efekt różnic w składzie chemicznym i intensywności wydobywania się gazu w poszczególnych punktach.
Spacer po mofecie – co zobaczysz na miejscu
Mofeta znajduje się na terenie agroturystyki „Domki w Lesie”, na prawym zboczu doliny potoku Muszynka. Miejsce zostało zagospodarowane w 2011 roku dzięki inicjatywie Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Tylicza i środkom z Funduszu Kropli Beskidu.
Nad kręgami zbudowano drewniany mostek, z którego można bezpiecznie obserwować bulgoczące źródełka. Woda w kręgach jest zazwyczaj mętna, zmieszana z osadem i ochrą, co nadaje jej charakterystyczny wygląd. Intensywność bulgotania bywa różna – czasem to delikatne bąbelki, innym razem prawdziwe wrzenie.
Przy mofecie stoi altanka z ławeczkami, gdzie można odpocząć i posłuchać odgłosów wydobywającego się gazu. Jest też tablica informacyjna z opisem historii miejsca i wyjaśnieniem zjawiska. Ścieżka prowadząca do mofety ozdobiona jest kwiatami, a przy samych kręgach stoją drewniane rzeźby diabłów – nawiązanie do ludowych wierzeń o „piekielnych wyziewach”.
Czy to miejsce dla każdego
Mofeta to atrakcja, która zainteresuje przede wszystkim miłośników osobliwości przyrodniczych i tych, którzy lubią nietypowe miejsca z historią. Rodziny z dziećmi docenią edukacyjny charakter – można tu zobaczyć zjawisko geologiczne na żywo, a historia o kosmonautach i algach robi wrażenie nawet na młodszych.
Nie jest to jednak miejsce na całodniową wycieczkę. Samo zwiedzanie zajmuje 20-30 minut, może godzinę z dłuższym odpoczynkiem w altance. Warto połączyć wizytę z innymi atrakcjami okolicy – Tylicz to przecież uzdrowisko z tradycjami, niedaleko stąd do Krynicy-Zdrój czy Muszyny.
Spacer po specjalnie wyznaczonych ścieżkach wokół mofety pozwala na naturalne inhalacje dwutlenkiem węgla. Niektórzy przypisują temu dobroczynne właściwości, choć oczywiście nie należy zbyt długo przebywać w miejscach o wysokim stężeniu CO2.
Inne mofety w okolicy
Tylicka mofeta nie jest jedyną w regionie. Podobne zjawiska można zaobserwować w pobliskich miejscowościach Szczawnik i Złockie na terenie gminy Muszyna. Są one jednak mniej spektakularne i niezagospodarowane turystycznie.
Tylicz może pochwalić się największą mofetą w Karpatach, a według niektórych źródeł – w całej Polsce. To wyróżnia to miejsce na tle innych wyziewów wulkanicznych w regionie.
Informacje praktyczne – jak dotrzeć i co warto wiedzieć
Mofeta znajduje się w ośrodku „Domki w Lesie” w Tyliczu, na prawym zboczu doliny potoku Muszynka, na wzgórzu Szalone (829 m n.p.m.). Współrzędne GPS: N 49° 23′ 25.743” E 21° 0′ 20.964”.
Dojazd samochodem jest prosty – Tylicz leży przy drodze wojewódzkiej łączącej Krynicę-Zdrój z Muszyną. Z centrum miejscowości trzeba kierować się w stronę ośrodka „Domki w Lesie”, gdzie znajduje się odpowiednie oznakowanie.
Dostęp do mofety jest bezpłatny, choć warto pamiętać, że znajduje się ona na terenie prywatnym. Utrzymanie ścieżek, mostka i otoczenia odbywa się dzięki prywatnym środkom i pracy właścicieli ośrodka. Miejsce jest ogólnodostępne przez cały rok, choć w zimie dostęp może być utrudniony ze względu na warunki pogodowe.
Godziny zwiedzania nie są ściśle określone – można przyjść o dowolnej porze, pamiętając o szacunku dla prywatnej własności i innych zwiedzających. Najlepiej odwiedzić mofetę w godzinach dziennych, gdy widoczność jest optymalna.
Na zwiedzanie samej mofety wystarczy 20-30 minut. Jeśli planuje się dłuższy odpoczynek w altance i spokojne obserwowanie zjawiska, warto zarezerwować godzinę. Miejsce nie jest przystosowane dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich – ścieżka prowadzi przez leśny teren ze spadkami.
Nie każdy wie, że mofeta była znana już w XVI wieku, kiedy wydobywająca się ochra była wykorzystywana w lokalnych kuźniach jako naturalny pigment barwiący.
Warto zabrać ze sobą aparat fotograficzny – bulgoczące kręgi na tle leśnego krajobrazu to ciekawy temat do zdjęć. Latem miejsce jest przyjemnie zacienione, zimą natomiast można zobaczyć interesujący kontrast między śniegiem a cieplejszą wodą w kręgach, która nie zamarza dzięki ciągłemu ruchowi gazu.
